Stowarzyszenie Miłośników Dębowca i Okolicy

Copyright ©                                                                    

Wspomnienia emigranta

Prezentowane poniżej wspomnienia Franciszka Czajki być może zainspirują inny dębowczaków, także rozsianych po świecie, do podzielenia się  z innymi swoimi losami. Historia nowożytnej emigracji dębowczan sięga  lat 70. XIX w. kiedy to  do Brazylii, w okolice  Porto Alegre i Kurytyby wyjechała  także grupa mieszkańców Dębowca, w tym Szymon Dereniewicz. Niedługo potem  miała miejsce pierwsza emigracja do Stanów Zjednoczonych, gdzie dębowczanie  osiedli między innymi  w starej bazie wielorybniczej – New Bedford pod Bostonem.

         Franciszek Czajka, urodzony  w Zarzeczu  27.11.1937r, syna Pawła i Franciszki z Wietechów jest emigrantem z lat 70. XX w. Naukę w szkole podstawowej rozpoczął w Zarzeczu i kontynuował w Dębowcu, gdzie jego rodzina  wybudowała dom w 1947r. Oto jego wspomnienia, które publikujemy z niewielką korektą:

„W Dębowcu skończyłem szkole podstawową i dalej poszedłem do szkoły średniej w Gorlicach. Miałem  13 lat i  pierwsze tygodnie były dla mnie bardzo smutne. Tęskniłem za rodziną i Dębowcem; dalsze losy mojego życia wysłały mnie do Rzeszowa, Krakowa a później do USA gdzie mieszkam do tego czasu. Kiedy robię się starszym tęsknota za Dębowcem jest większa. Dużą radością dla mnie jest internet gdzie,  mogę zobaczyć zdjęcia i wiadomości. Z rodzinnych stron.

Mając 25 lat wyjechałem do USA  w okolice Chicago. Początki były dla mnie bardzo ciężkie, głównie z  powodu braku wystarczającej znajomości  języka angielskiego. Przed wyjazdem poszedłem na lekcje tego języka i  nauczyłem się kilka słów  myśląc, że  w Ameryce nauczę się więcej i nie będzie kłopotu. Okazało się, że to co znałem jest zerem. Postawiłem wszystko na ostrzu noża: albo żyć albo nie żyć. W dzień zacząłem chodzić do szkoły, a w nocy pracowałem. Chyba po dwóch miesiącach przyszła emigracja / tu: urząd imigracyjny /  i do 4 tygodni kazali mi opuścić ten kraj, ale zanim wyjadę kazali mi przyjść do nich. W emigracji pytano mnie dlaczego pracuje w USA. Odpowiedziałem, że muszę płacić za szkołę, muszę jeść, muszę gdzieś mieszkać i płacić za mieszkanie itd. Pytali dlaczego tak się stało, że ja do Ameryki przyjechałem na odwiedziny. Wtedy miałem studencką wizę i mnie nie wolno było pracować. Okazało się, że jakiś Polak mnie zaraportował / tj. zadenuncjował /. Na drugi dzień powiedziałem mojemu przełożonemu w pracy o mojej sytuacji. Myślę że on był w kłopocie, że przyjął mnie do pracy bez pozwolenia na nią. Był to Amerykanin polskiego pochodzenia. Za kilka dni przyszedł do mnie i powiedział, że on zna moją sytuację lepiej jak ja i oni, to znaczy ten zakład pracy postara się o stały pobyt w USA.  Starania o uzyskanie  stałego pobyty zajęły dwa lata. Po 5 latach przyjąłem obywatelstwo USA. W tym samym czacie zostałem obywatelem roku (new outstending citizen of the year).
W latach 1980 pracowałem, aby zarekomendować najlepsze smary do maszyny,  która formowała rury na Alaskę (pipe line) do  przepływu ropy / tu zdaje się chodzi o układanie  rurociągu /. Z moją rekomendacją liczyły się największe koncerny olejowe. Później pracowałem dla GOSS GRAPHIC SYSTEMS,INC. filia Rockwel Intarnational.  Tam miałem stanowisko Development Engineer i byłem przełożonym dla inżynierów w naszych filiach w Anglii i Japonii.  Nie byłem głównym inżynierem, ale  bylem SECTIONAL CHIEF ENGINEER tj. bylem odpowiedzialny za hydraulikę przemysłową, pneumatykę i smarowanie. Z mojej pracy wyjeżdżałem w każdy tydzień po całej Ameryce i nadzorowałem instalacje pras drukarskich.

Kiedy wyjeżdżałem z pracy w celach służbowych zawsze się mnie pytano „skąd ty jesteś”. Ja odpowiadałem, że z okolic Chicago. Zwracali oni uwagę, że mówię  z małym akcentem, a ja im odpowiadałem, że ja nie mowie z akcentem, tylko reszta ludzi na świecie mówi z akcentem. To się wszystkim podobało i czuli się ze mną swobodnie. Później im powiedziałem, że jestem z Polski.
W BUFFOLO NEWS NY spotkałem pracownika na wyższym stanowisku, pochodzącego  z mojej rodziny.  W Californii spotkałem Franca Kurza,  który  przegrał walkę bokserską z Pietrzykowskim. Franc, Niemiec z pochodzenia,  mówił mi,  że on dostał od Pietrzykowskiego,  ale Muhammad Ali za to mu oddał. Franc  był zdziwiony, kiedy mu powiedziałem, że po 2 rundach Feliks Sztam , trener powiedział Pietrzykowskiemu, że przegrywa walkę w 3 rundzie. Powiedział:  zaczaj się,  udaj że jesteś wykończony, i jak on się  odsłoni znokałtuj go.  W innych miejscach spotkałem Polaków i zawsze byli dumni, że człowiek z Polski jest na takim ważnym  stanowisku. Zanim poszedłem na emeryturę przez 6 lat miałem własne biuro konstrukcyjne  [Inginering Company].

Jeszcze kilka słów o mojej żonie.

Jej rodzice -  Polacy -  mieszkali w okolicach Drohobycza. Teraz ten teren  należy do Ukrainy.  W czasie II wojny światowej zostali wywiezieni na roboty do Niemiec , gdzie ona się urodziła. Do USA przyjechała z nimi jak  miała około 5 lat. Była jednym  z pierwszych dzieci z polskich emigrantów z Niemiec, które  skończyło  studia wyższe. Była nauczycielką w Chicago  przez 30 lat. Kiedy otwarto szkole specjalną z nowym sposobem nauczania (charter school) ona była jednym z 14. najlepszych nauczycieli w kuratorium szkolnictwa w Chicago. Za swoją pracę zawodowa otrzymała dużo nagród. Warto wspomnieć, że wtedy w Chicago był program dwujęzyczny dla dzieci mówiących  językiem hiszpańskim. Żona  miała uprawnienia do uczenia języka angielskiego, polskiego i hiszpańskiego.  Zwróciła się do kuratorium szkolnictwa w Chicago  z pytaniem, dlaczego nie ma  takiego programu dwujęzycznego dla dzieci przyjeżdżających z Polski. Niedługo potem otwarto taki program i dużo nauczycieli z Polski znalazło pracę, przy czym musieli zdać egzamin z języka polskiego i angielskiego. 


Na koniec  coś o wakacjach i wycieczkach. Jak  dwójka naszych  dzieci wyrosła z pieluszek, zawsze jeździliśmy na wakacje. byliśmy w każdym ciekawym miejscu w Ameryce. Byliśmy na Alasce, gdzie noc była tylko 2 godziny. Tam jechaliśmy sankami ciągniętymi przez psy. Widzieliśmy wieloryby, byliśmy na lodowcu. Dwa lata temu byliśmy w Kanadzie około 200 kilometrów w górach. Trzy lata temu byliśmy w Kanadzie na weselu bardzo, bardzo daleko na północy. Kilka razy byliśmy na Florydzie, w Californii i w szeregu innych ciekawych miejscach. Tu w dużej Ameryce jest wiele rzeczy do zobaczenia.

Wybaczcie mój język polski. W swojej pracy posługiwałem się językiem angielskim, a języka polskiego używam bardzo rzadko.

Frank Czajka”


 
 
Podchorążówka na „Podjaziu” >>

Ofensywa styczniowa 1945r. >>
 
Wojna obronna w 1939r. >>
 
Z kroniki Dębowieckiej >>
         
Gimnazjum w Dębowcu we wspomnieniach >>

Wspierane przez Hosting o12.pl